
Dhammapada. Ścieżka Mądrości Buddy
Dhammapada to starożytny i klasyczny zbiór mów Buddy stanowiący fundament wszystkich współczesnych odłamów buddyzmu oraz esencję buddyzmu therawady - najbardziej rozpowszechnionej odmiany w Azji Południowo-Wschodniej. Pochodzący z 1927 roku przekład doktora Stanisława Franciszka Michalskiego jest pierwszym tłumaczeniem dzieła na język polski. Obecnie tekst uznawany jest przez szerokie grono buddystów za niezgodny w pełni z oryginałem i pełen błędów merytorycznych, a wpływ na to miała zapewne fascynacja tłumacza hinduizmem. Warto jednak zapoznać się z niniejszą wersją jako z uzupełnieniem do lektury nowszych przekładów, gdyż tłumaczenie to jest napisane bardzo pięknym i poetyckim językiem oraz zrealizowane we współpracy ze znakomitym lektorem Ksawerym Jasieńskim. Nagranie zostało stworzone przez The Buddhist Book Project Poland, dzięki finansowemu wsparciu Instytutu Marpy w Polsce oraz chcących zachować anonimowość darczyńców, zaś lektor zrzekł się honorarium za tę pracę.
Transcript
Dhamma pada,
Rozdział pierwszy,
Strofy podwójne.
Z ducha pochodzi wszelki zamysł.
Duch najważniejszy.
Duch jest wszystko.
Więc kiedy ten,
Czyjś duch wskalany,
Cokolwiek mówi albo czyni,
To idzie zaraz za nim ból,
Jak koło wozu w ślad za koniem.
Z ducha pochodzi wszelki zamysł.
Duch najważniejszy.
Duch jest wszystko.
Więc kiedy człowiek duchem czysty,
Cokolwiek mówi albo czyni,
To idzie zaraz za nim radość,
Jak nieodstępny idzie cień.
On mnie znieważył,
Mnie uderzył,
Zwyciężył mnie,
Ograbił mnie.
W kim takie myśli powstać mogą,
Nienawiść w tym nie zgaśnie.
On mnie znieważył,
Mnie uderzył,
Zwyciężył mnie,
Ograbił mnie.
W kim takie myśli nie powstają,
Nienawiść w tym zgaśnie.
Gdyż nienawiści nigdy nienawiścią pokonać nie można.
Brak nienawiści pokona nienawiść.
Oto jest prawda wieczysta.
Niejeden tego pojąć nie chce,
Że żyć można.
Niejeden tego pojąć nie chce,
Że żyć ma po to,
By się zmógł.
W tym jednak,
Który pojąć zechce,
Wygasa prędko duch burzliwy.
Kto żyje goniąc za rozkoszą,
Kto nie okielza zmysłów swoich,
W wiedzeniu miary żadnej nie zna,
Leniwy,
Nędzny i bezsilny,
Tego Bóg śmierci zmoże prędko,
Jak wicher zmoże drzewko słabe.
Lecz kto nie goni za rozkoszą i kto okieldzał zmysły swoje i kto w wiedzeniu miary zna,
Wierzący,
Ufny,
Mocny w czynie,
Tego nie zmoże śmierci Bóg,
Jak wicher skały zmóc nie może.
Gdy ten,
Co duszę ma skalaną,
Wdzieje na siebie szatę żółtą,
Bez prawdy i bez mocy ducha,
Nie będzie szaty żółtej godzin.
Lecz ten,
Co duszę ma bez skazy i mocno stoi w wieńcu cnót,
Prawdy i mocy ducha pełen,
Ten godny będzie szaty żółtej.
Ten,
Kto w łudzie widzi treść,
A treść uważa za łudę,
Nie pojmie treści ten istotnej,
Błędny jest myśli jego zakres.
Lecz ten,
Kto bierze treść za treść,
W łudzie zaś łudę widzi,
Prawdziwą ten zrozumie treść,
Nieomylny jego myśli zakres.
Jak źle poszytą strzechę chaty na wskroś przenika dżdżu ulewa,
Podobnie myśl nieujarzmioną na wskroś przenika napór rządzy.
Jak nie przenika dżdżu ulewa poszytej dobrze strzechy,
Tak nie przenika rządza nigdy myśli stanowczej,
Ujarzmionej.
Za życia smutny i po śmierci smutnym,
Złoczyńca zawsze tu i tam jest smutny.
Smuci się,
Lęk go ogarnia i rozpacz,
Gdy widzi czyny swoje złe.
Za życia radosny,
Po śmierci radosny,
Dobrze czyniący,
Tu i tam radosny.
Cieszy się,
Pełen wesela i szczęścia,
Gdyż czyny swoje dobre widzi.
Za życia się męczy,
Po śmierci się męczy,
Złoczyńca zawsze tu i tam się męczy.
Źle uczyniłem,
To jest jego męka,
I gorsza męka ta droga piekielna.
Za życia szczęśliwy,
Po śmierci szczęśliwy,
Dobrze czyniący,
Tu i tam szczęśliwy.
Dobrze mu czynił,
To jest jego szczęście,
I większe szczęście ta droga niebieska.
Ten,
Co dobrego wiele mówi,
Lecz sam dobrego nic nie czyni,
To człowiek gnośny,
To pasterz,
Który cudze stada liczy,
Nie jego losem być odbierzcą.
Ten,
Co dobrego mówi mało,
Lecz ścieżką prawdy wiernie chodzi,
Wyzbył się żądzy,
Zaślepienia,
Grzechu,
Wiedzę pozyskał i myśl oswobodził.
Bez troski żadnej,
Z tej czy z tamtej strony,
Odbierzcy los,
To jego los.
Rozdział drugi,
Strofy o powadze.
Powaga znaczy nieśmiertelność,
A niepowaga znaczy śmierć.
W kim jest powaga,
Ten umrzeć nie może.
Kto bez powagi,
Ten jest już umarły.
Gdy mędrzec pozna ostatecznie to,
Co zawarte jest w powadze,
W powadze szczęście swoje znajdzie,
Radosny pójdzie w ślad szlachetnych.
I wytrwały,
Myślący,
Mężny zawsze,
A mocny.
Mędrzec już tu i niebane potrąca o ten spokój bezmierny oddania.
Kto gorliwy,
Świadomy,
Czysty w czynach,
Rozważny w działaniu,
Panujący nad sobą,
Cnotliwy,
Poważny,
Tego sława szeroko rozrasta.
Wysiłkiem,
Powagą,
Panowaniem nad sobą,
Wyrzeczeniem się siebie.
Niechaj mędrzec wśród morza sobie wyspę uczyni,
Której fala by zburzyć nie mogła.
Ludzie niemądrzy,
Nierozsądni,
Hołdują tylko myśli lekkiej.
Lecz mędrzec,
Jakby skarb najwyższy,
Tak swą powagę straci.
Lecz mędrzec,
Jakby skarb najwyższy,
Tak swą powagę strzeże,
Chroni.
Po cóż hołdować myśli lekkiej?
Po cóż,
Kochaniu,
Żądzy służyć?
Kto ma powagę,
Kto ma myśl głęboką,
Olbrzymie szczęście ten zdobędzie.
Powagą,
Lekką myśl mędrzec odepchnie precz od siebie.
Wtedy z poznania mocnej twierdzy bez troski patrzy na świat troski.
Na górze stojąc patrzy mocarz na oszalały lud na ziemi.
Poważny pośród lekkomyślnych,
A czuwający pośród śpiących,
Jak rumak prędki leci mędrzec.
W tyle zostają nędzne konie.
Dzięki powadze Indra Machawan stał się najwyższym pośród bogów.
Powaga chwałę zyskuje,
Lekkomyślność jest zawsze wzgardzona.
Mnich kochający się w powadze,
Którego lekka myśl przeraża,
Biegnie jak plomień paląc wszystko,
Wszelakie więzy,
Drobne,
Wielkie.
Mnich kochający się w powadze,
Którego lekka myśl przeraża,
Już jest niezdolny do upadku.
Już do nibany dotarł prawie.
Rozdział trzeci.
Strofy o myśli.
Myśl niespokojną,
Niepokorną,
Niepowściągliwą,
Trudną do ochrony.
Mędrzec potężną uczynić potrafi,
Tak jak łucznik czyni strzałę mocną.
Jak ryba rzucona na piasek,
Wydarta z wodnego pałacu,
Tak myśli się ta miota gwałtownie,
By uciec od śmierci królestwa.
Trudną do schwytu,
Lekko zwiewną,
Myśl niespokojną,
Lekko zwiewną,
Myśl szybującą według woli.
Dobrze jest taką myśl okiełzać.
Myśl okiełzana daje szczęście.
Nie do ujrzenia,
Lotną bardzo.
Myśl szybującą według woli.
Mędrzec niech taką myśl ochrania,
Bo myśl strzeżona daje szczęście.
Myśl błąkającą się daleko,
Samotną,
Skrytą,
Bezcielesną.
Kto taką myśl powściągnąć z doła,
Od więzów śmierci,
Będzie wolny.
Ten,
Czyja myśl jest niestanowcza,
Kto nie posiada wiary prawej,
W kim jest nierówny spokój ducha,
Ten nie zdobędzie wiedzy nigdy.
Ten,
Czyja myśl nie szuka szczęścia,
Czyj umysł wolny jest od burz,
Ten,
Kto opuści zło i dobro,
Ten obudzony nie zna trwogi.
Ciało to,
Mając zagliniany garnek,
Myśl umacniając,
Jak potężną twierdzę,
Ze śmiercią walkę stocz orężem wiedzy.
Zwycięstwa swego strzeż,
Bez domu bądź własnego.
Niedługo bowiem,
Już to ciało,
Bez czucia,
Martwe,
Porzucone,
Tak leżeć będzie na tej ziemi,
Jak niepotrzebna kłoda drzewa.
Cokolwiek wróg wrogowi czyni,
Cokolwiek złemu czyni zły,
O wiele gorszą szkodę czyni myśl,
Co ku złemu się nakłania.
Czego nie spełni ojciec,
Matka,
Czego nie spełni żaden krewny,
To spełni,
Spełni lepiej jeszcze myśl,
Co ku dobru się nakłania.
Rozdział czwarty,
Strofy o kwiatach.
Któż ten,
Co może ziemi zdobyć i jamy świat i bogów tłum?
Któż ten,
Co jasną ścieżkę cnoty radośnie zerwie,
Jakby kwiat?
Walczący może ziemi zdobyć i jamy świat i bogów tłum.
Walczący jasną ścieżkę cnoty radośnie zerwie,
Jakby kwiat.
Ciało to,
Mając zapianę na morzu i rozpoznawszy jego byt ułudny,
Królowi śmierci wyrwać strzałę kwietną.
Idź tam,
Gdzie Mary wzrok nie sięga.
Tego,
Kto zrywa piękne kwiaty,
Czyj duch ze światem jest związany,
Tak śmierć go schwyci i uniesie.
Tego,
Kto zrywa piękne kwiaty,
Czyj duch ze światem jest związany,
Zanim się szczęściem swym nasyci,
Śmierć go we władzę swą zabierze.
Jak pszczoła pije słodycz z kwiatu,
Nie szkodząc barwie ani wody,
Jak pszczoła pije słodycz z kwiatu,
Nie szkodząc barwie ani woni i przelatuje z kwiatu na kwiat,
Tak niechaj mnich przez wieś przechodzi.
Nie na to patrz,
Jak inni blondzi,
Co czyni,
A czego nie czyni.
Na siebie tylko patrzeć masz.
Coś uczynił,
A czegoś zaniechał.
Podobnie jak wspaniały kwiat pełen kolorów,
Lecz bez woni,
Tak bez pożytku słowo piękne,
Gdy w ślad za słowem czyn nie idzie.
Podobnie jak wspaniały kwiat pełen zapachu,
Pełen barw,
Tak jest owocne słowo piękne,
Gdy w ślad za słowem idzie czyn.
Jako ze stosu kwiatów ściętych można uczynić wiele wieńców,
Tak urodzony,
A śmiertelny,
Niech wiele z siebie dobra snuje.
Nie płynie kwiatu woń naprzeciw wiatru,
Ni woń sandału,
Tagary,
Maliki.
Dobrego woń naprzeciw wiatru płynie.
Woń szlachetnego wszędzie się rozchodzi.
Ponad sandału,
Ponad tagary,
Ponad lotusów i jaśminów woń,
Ponad te wszystkie woń różne wysoko stoi męstwa woń.
Nie sięga daleko ta woń tagary,
Sandału,
Ale najwyższa męstwa woń do bogów samych sięga.
A do tych,
Którzy męstwa pełni,
Którzy z powagą kroczą naprzód,
Wolni przez wiedzę doskonałą,
Do nich nie znajdzie drogi śmierć.
Podobnie jak na kupie gnoju gdzieś porzuconej na gościńcu wyrosnąć może kwiat lotosu,
Kwiat woniejący,
Kwiat cudowny.
Tak ponad stworzeń gnojowisko,
Nad ludzi ślepych i przyziemnych wybłyska jasnym światłem wiedzy doskonałego buddy uczeń.
Rozdział piąty.
Strofy o głupcu.
Dla czuwających noc jest długa,
Miła jest długa dla zmęczonych.
Dla nieznających drogi prawej,
Dla głupców długa jest samsara.
Jeśli nie spotkasz na swojej drodze sobie równego lub lepszego,
Idź dalej sam swym mocnym krokiem.
Głupiec ci nie jest towarzyszem.
Oto mam synów,
Mam bogactwa.
Tak się w udręce troszczy głupiec.
A przecież nawet siebie nie ma.
Skąd więc ma synów?
Skąd bogactwa?
Gdy głupiec pozna,
Że jest głupcem,
Przez to poznanie już jest mędrcem.
Głupiec,
Gdy mędrcem chce się wydać,
Zostanie zawsze głupcem tylko.
Chociażby głupiec życie całe u boku mędrca pilnie spędził,
Nie pozna nigdy drogi prawej,
Jak łyżka smaku z trawy nie zna.
Lecz gdy rozumny,
Choćby chwilkę u boku mędrca bacznie spędzi,
Prędko rozpozna drogę prawą,
Jak język z trawy smak rozpozna.
Jakby wrogowie własnej duszy idą przez życie szaleńcy i głupcy,
Spełniając ciągle czyny złe,
Tych czynów owoc później gorzki.
Nie jest spełniony dobrze czyn,
Po którym później żal przychodzi,
Po którym twarz zalana łzami,
Którego owoc w płaczu dojrzał.
Ten jest spełniony dobrze czyn,
Po którym później żalu nie ma,
Którego owoc da się spożyć sercem radosnym i spokojnym.
Dopóki zło owoców nie da,
Głupiec przypuszcza,
Że to miód.
Lecz gdy dojrzeje zły uczynek,
Wtedy się w potrzask cierpień chwyta.
Chociażby miesiąc za miesiącem głupiec koniuszczkiem trawy jadał,
Nie będzie wart i drobnej części tych,
Co się w cnotę zapatrzyli.
Kwaśnieje prędko mleko słodkie,
Ale zły czyn dojrzewa wolno i płonąc idzie w ślad za głupcem jak ogień skryty pod popiołem.
A kiedy wiedza w głowę głupca na jego własną szkodę wejdzie,
Zniszczy w nim jego lepszą cząstkę,
Rozsadza wiedza głowę głupca.
U złych poczyna chwały szukać,
Pośród odbierzców chce być pierwszym.
W pustelniach pragnąłby królować,
Wśród ludzi świeckich czci mieć dużo.
Niech wiedzą świeccy i odbierzcy,
Żem ja uczynił to,
Nie inny.
I do mej woli niech się nagną we wszystkich rzeczach,
Jakie są.
Takie są głupca zamierzenia i rośnie rządza w nim i pycha.
Inna jest droga do ziemskich zdobyczy,
A inna droga wiedzie do nibany.
Kiedy odbierzca to rozpozna,
Odbierzca żebrak,
Uczeń buddy,
Nie będzie szukał chwały próżnej,
W samotność cały się pogrąży.
Rozdział szósty,
Strofy o mędrcu.
Na tego,
Kto ci błąd wskazuje,
Jak na odkrywce skarbów patrz.
Jak za mędrcem za tym idź,
Kto cię od złego odwieźć umie.
Bo kto za takim mędrcem idzie,
Przy tym jest dobro,
A nie zło.
Niech napomina,
Niech naucza i od niecnoty niech odciąga.
Przez dobrych będzie miłowany,
Dla niecnotliwych będzie wrogiem.
Unikaj złego przyjaciela,
Od ludzi niskich stroń z daleka.
Żyj z przyjacielem,
Jeśli dobry,
A za najlepszym idź człowiekiem.
Kto się upoić umie prawdą,
Żyje szczęśliwie,
Spokojnie,
Radosny.
Mędrzec z zachwytem słucha zawsze prawdy głoszonej przez wybrańca.
Prowadzi wodę kopacz rowem,
Łukownik ostrzy strzałę twardą.
Cieśla zaś gładko ciosze drzewo,
Ujarzmia siebie mędrzec zawsze.
Jak jednolita twarda skała od wichru zachwiać się nie może,
Tak wśród nagany czy pochwały nigdy się mędrzec nie zachwieje.
Jakby głęboki jezioro,
Pogodne jezioro,
Przezrocze,
Tak mędrzec pogodnym się staje,
Gdy słowo prawa usłyszy.
Cnotliwy zawsze się wyrzeka i dla swych pragnień słów nie traci.
Dotknięty szczęściem czy dotknięty bólem mędrzec nie zdradza radości ni smutku.
Ten co nie pragnie synów,
Skarbów,
Królowania,
Ani dla siebie,
Ani dla nikogo i nieprawego powodzenia nie chce,
Ten jest cnotliwy,
Jest mądry i mężny.
Niewielu tylko pośród ludzi na drugi brzeg przepływa bytum.
Reszta zostaje po tej stronie i biega tu to tam po brzegu.
Ludzie,
Co idą drogą prawa,
Objawionego doskonale,
Osiągną bytu drugi brzeg.
Trudne jest wyjście z kręgu śmierci.
Mędrzec niech rzuci to co mroczne i niech jasności tylko służy.
Niech dom zamieni na bezdomność,
W ustroni,
Żeby nie było.
Niech żyje bezradosnej i w niej niech szuka swej radości.
Niech rząd się zrzeknie,
Niech nic nie ma.
I zawsze niech od wszelkiej skazy oczyszcza myśli swoje,
Mędrzec.
Ci,
Których myśl jest wyćwiczona na wszystkich ścieżkach oświecenia.
Ci,
Co wyrzekwszy się przywiązań,
Cieszą się spragnień swych rozwiania.
Promienni,
Rządz ujarzmiciele,
Już na tym świecie są swobodni.
Kto swe ukończył wędrowanie,
Bez troski,
Wolny od wszystkiego.
I kto odrzucił wszelkie więzy,
Cierpienia płomień w nim ugasa.
Daleko dążą zamyśleńcy,
Nie znają w domach swych radości.
Kto nic nie składa ani zbiera,
Ostrożnie pokarm swój przyjmuje.
I za swobodę całkowitą,
Bezprzyczynowość ma i pustkę.
Tego jest droga nieuchwytna.
Niech rząd się zrzeknie,
Niech nic nie ma.
I zawsze niech odrzucił wędrowanie,
Cierpienia płomień w nim ugasa.
Droga nieuchwytna,
Jak droga ptaków wśród przestrzeni.
Ten,
Kto się rządz wszelakich wyzbył,
Nieprzywiązany do jedzenia.
A za swobodę całkowitą,
Bezprzyczynowość ma i pustkę.
Tego jest ścieżka nieuchwytna,
Jak ścieżka ptaków wśród przestrzeni.
Kto zmysły swoje tak trzyma w spokoju,
Jak konie trzyma na wozy woźnica.
Kto nie zna dumy i kto nie zna rządzy,
Ten w bogach nawet zazdrość może wzbudzić.
Jak gdyby ziemia zawsze bez sprzeciwu i zawsze wierny,
Jakby próg u domu.
I czysty,
Jak od błota wolny staw,
Kto takim jest,
Samsary nie ma dla niej.
Uspokojony duch jest jego,
Spokojne słowo,
Czyn spokojny.
Kto tak jest wolny i spokojny,
Osiąga wiedzę doskonałą.
Kto wierzeń nie ma,
Więzy rością i tylko zna nieuczynione,
Od zdarzeń wolny,
Od nadziei,
Ten mężem jest najpierwszym w świecie.
Przy chacie,
We wsi,
Czy wśród lasu,
Na oceanie,
Czy na lądzie,
Gdziekolwiek będą doskonali,
Tam miejsce cudne i urocze.
Są przecudowne leśne gąszcze,
W których się człowiek rzadko cieszy.
Ci się w nich cieszą,
Co zdeptali rządze i nie szukają swych pragnień spełnienia.
Rozdział ósmy,
Strofy o tysiącach.
Zamiast tysiąca słów przeróżnych,
Niewielkim sensem powiązanych,
Lepiej usłyszeć jedno słowo,
Po którym serce spokój znajdzie.
Zamiast tysiąca różnych pieśni,
Niewielkim sensem powiązanych,
Lepiej usłyszeć jedną pieśń,
Po której serce spokój znajdzie.
I kto by mówił setki strof,
Niewielkim sensem powiązanych,
Lepsza od tego jedna strofa,
Po której serce spokój znajdzie.
Chociażby tysiąc tysięcy na wojnie ludzi pokonał,
Tylko gdy siebie pokona,
Będzie najpierwszym zwycięzcą.
Zwyciężyć siebie lepiej jest,
Niżeli innych ludzi.
Jeżeli człowiek siebie zmógł i zawsze siebie ma na wodzy,
To nigdy Bóg,
Ani Gandhabbo i nigdy Mara wraz z Brachmanem nie zdoła zmienić na przegrano zwycięstwa temu,
Kto jest taki.
Jeżeli miesiąc za miesiącem sto lat po tysiąc ofiar składać,
Jeśli choć na mgnienie oka,
Zwycięzcę siebie uczcić kornie.
Takie uczczenie wyższe będzie,
Niż ili ofiary przez sto lat.
Jeśli by w lesie przez sto lat ofiarny ogień podtrzymywać,
Jeśli choć na mgnienie oka,
Zwycięzcę siebie uczcić kornie.
Takie uczczenie wyższe będzie,
Niż ili ofiary przez sto lat.
Cokolwiek z ofiar,
Jakie są na świecie,
Pragnący zasług przez rok cały złoży,
Wszystko nie zjedna mu najmniejszej cząstki.
Najwyższą rzeczą jest cześć dla cnotliwych,
W tym,
Który schyla się z pokorą i starcom zawsze cześć oddaje.
W tym rośnie stale czwórka ta – piękno,
Życie,
Szczęście,
Siła.
Chociażby setkę miał żyć lat,
Niepowściągliwy ktoś i zły,
Lepszy jest życia jeden dzień przeżyty dobrze w zamyśleniu.
Chociażby setkę miał żyć lat,
Niepowściągliwy ktoś i ciemny,
Lepszy jest życia jeden dzień przeżyty w wiedzy,
W zamyśleniu.
Chociażby setkę miał żyć lat,
Bezsilny ktoś i zleniwiały,
Lepszy jest życia jeden dzień przeżyty w mocnym poczynaniu.
Chociażby setkę miał żyć lat,
Ktoś,
Co nie widzi ujaw,
Zatrat,
Lepszy jest życia jeden dzień widzący ujaw,
Zatrat,
Bieg.
Chociażby setkę miał żyć lat,
Ktoś,
Co siedziby wiecznej nie zna,
Lepszy jest życia jeden dzień,
Który siedzibę wieczną zna.
Chociażby setkę miał żyć lat,
Ktoś,
Co najwyższej prawdy nie zna,
Lepszy jest życia jeden dzień,
Który najwyższą prawdę zna.
Rozdział dziewiąty.
Strofy o złym.
Podążaj prędko ku dobremu.
Od złego odwróć swoją myśl.
Kto dobry czyn powoli spełnia,
W tym serce miękkie jest ku złemu.
Jeżeli człowiek zło uczyni,
Niechaj nie czyni go na nowo.
Niechaj nie widzi w nim uciechy.
Niedobrze jest gromadzić zło.
A jeśli człowiek dobro czyni,
Niechaj je czyni raz po raz.
Niechaj w nim radość swoją znajdzie.
Gromadzić dobro szczęściem jest.
Zły ma dopóty powodzenie,
Dopóki owoc zła nie dojrzał.
A kiedy owoc zła dojrzeje,
Zły widzi tylko zło przed sobą.
Dobry przed sobą widzi zło,
Dopóki dobro nie dojrzeje.
A kiedy dobro owoc da,
Dobry już tylko dobro widzi.
Nie trzeba lekko ważyć zła,
Mówiąc,
Mnie ono nie dosięgnie.
Wszak spadające krople dżdżu największy dzban napełnić mogą.
Głupiec,
Gdy zbiera powolutku,
Cały się w końcu złem napełnia.
Nie trzeba lekko ważyć dobra,
Mówiąc,
Mnie ono nie dosięgnie.
Wszak spadające krople dżdżu największy dzban napełnić mogą.
Mądry,
Gdy zbiera powolutku,
Cały jest w końcu dobra pełen.
Kupiec bogaty,
Bez ochrony,
Unika drogi niebezpiecznej.
Jadu unika żyć pragnący.
Tak samo zła unikać trzeba.
Jeśli na ręku nie masz rany,
Truciznę śmiało chwycić możesz.
W ciało bez rany jad nie wejdzie.
W tym,
Kto nie działa,
Nie ma zła.
Kto niewinnego człowieka uciska,
Męża bez skazy,
Wolnego od rządz,
Na głupca tego zło z powrotem spadnie,
Jak gdyby rzucał pył przeciwko wiatrom.
Niektórzy idą w łona matek,
Do piekła idą źle czyniący.
Do nieba ci,
Co dobrze czynią,
W nibbanie gaśnie wyzwolony.
Ani w powietrzu,
Ni w środku morza,
Ani w szczelinie wśród gór się ukrywszy,
Znaleźć nie może nikt takiego miejsca,
Gdyby był wolny od złych swoich czynów.
Ani w powietrzu,
Ni w środku morza,
Ani w szczelinie wśród gór się ukrywszy,
Znaleźć nie może nikt takiego miejsca,
Gdzieby go władza śmierci nie dosięgła.
Rozdział dziesiąty Strofy o gwałcie Wszyscy na świecie drżą przed gwałtem.
Wszystkich przed śmiercią lęk ogarnia.
Wiedząc,
Że każdy ci podobny,
Nie morduj sam i innym nie kasz.
Wszyscy na świecie drżą przed gwałtem.
Wszystkim na świecie życie miłe.
Wiedząc,
Że każdy ci podobny,
Nie morduj sam i innym nie kasz.
Ten,
Kto zadaje gwałt stworzeniom,
Które radości pragną życia i kto w tym swego szczęścia szuka,
Po śmierci szczęścia nie osiągnie.
Kto gwałtu nie zna względem stworzeń,
Które radości pragną życia i kto w tym swego szczęścia szuka,
Po śmierci szczęście będzie miał.
Nie rzucaj nigdy gniewnych słów,
Bo odpowiedzą ci podobnie.
Bolesne zawsze słowo złości.
Złość twoją rzucą ci z powrotem.
Jeżeli w sobie tak umilkłeś,
Jak roztrzaskany dzban umilka,
To osiągnąłeś już niebane.
Nie ma dla ciebie złości wcale.
Jak pasterz bat trzymając w ręku zagarnia krowy na pastwisko,
Podobnie starość wraz ze śmiercią pędzą do kresu wiek człowieczy.
Głupiec,
Gdy czyny spełnia złe,
Nie zdaje sobie sprawy z tego,
A jednak czyny jego własne palą go tak,
Jak ogień pali.
Ten,
Kto niewinnych i pokornych gwałtami swymi uciemięża,
Jednemu z nieszczęść tych dziewięciu ulegać musi bardzo prędko.
Cierpieniom ostrym sił utracie,
Okaleczeniu swego ciała,
Ciężkiej chorobie może ulec i wreszcie zmysł w pomieszaniu.
W niełaska może wpaść u króla,
Okrutnym ulec oskarżeniom,
Utracić może wszystkich krewnych albo bogactwa swe postradać.
Lub może dom ten,
W którym mieszka,
Ogień płonący mu zapali,
A kiedy ciało się rozpadnie,
Głupiec ten musi iść do piekła.
Nie brud,
Nie nagość i nie zaplot włosów,
Nie posty i nie sen na gołej ziemi,
Nie gnój,
Nie popiół,
Nie ciała skulenie,
Oczyści tego,
Kto rządz niezwyciężył.
Lecz ten,
Kto chociaż pięknie odziany,
Życie prowadzi ciche,
Spokojne,
Opanowany,
Łagodny,
Czysty,
Żadnej istocie gwałtu nie czyniąc,
Ten jest brachmanem,
Odbieszcą,
Mnichem.
Ktokolwiek taki jest wśród ludzi,
Że go od zła ochrania wstyd,
Nagany żadnej znać nie będzie,
Jak dobry koń nie zazna bata,
Jak dobry rumak,
Batem pobudzony,
Tak wy się rwijcie gorąco z zapałem,
Przez moc swej wiary,
Przez cnotę,
Przez siłę,
Przez zapatrzenie,
Przez szukanie prawdy,
Potężni wiedzą,
Przykładem i myślą,
Ten ból zwyciężajcie,
Który jest bez miary.
Prowadzi wodę kopacz rowem,
Łukownik ostrzy strzałę twardą,
Cieśla zaś gładko cieszy drzewo,
Ujarzmia siebie człowiek dobry.
Rozdział jedenasty.
Strofy o starości.
Cóż tu za śmiech i cóż za radość,
Gdy świat ten plonie naokoło?
Jak to,
Ciemnością ogarnięci,
Nie chcecie szukać wcale światła?
Patrz na ten obraz pstry człowieka,
Na zlepek ten,
Na ciało w ranach,
Chore,
A jednak żony,
Która nie chce,
Nie chce.
Na ciało w ranach,
Chore,
A jednak rządz niesyte,
Nie ma stałości w nim,
Ni mocy.
Ten kształt starzeje się i więdnie,
Jest gniazdem chorób,
Kruchy,
Nędzny.
Rozpada się ta kupa gnoju,
Śmiercią jest życie otoczone.
Jak gdyby dynie,
Porzucone późną jesienią na pustkowiu,
Bieleją tak człowiecze czaszki.
Patrzymy na to.
Skąd więc radość?
Z kości siedziba zbudowana i ulepiona krwią i mięsem.
Starość w niej mieszka wraz ze śmiercią.
I pycha mieszka,
I zawody.
Nawet królewskie wozy z wiekiem idą w niwecz i ciało prędko ulega starości.
Lecz nie ulegnie jej szlachetnych cnota,
Gdyż cnotę głoszą szlachetni szlachetnym.
Ten człowiek,
Co się mało uczył,
Wyrasta tak jak gdyby wół.
Porasta w ciało rok za rokiem,
Lecz rozum w nim nie rośnie.
Kołowrót wielu narodzeń przeszedłem dotąd daremnie,
Budowcy domu szukając.
A rodzić się ciągle to męka.
Budowco domu,
Poznałem cię.
Nie wybudujesz domu więcej.
Wszystkie twe belki złamane i obalony domu szczyt.
Od świata myśl już oderwana,
Rozwijanie pragnień już zdobyte.
Kto nie wiódł życia czystego,
Skarbów nie zbierał w młodości,
Ten zginie tak jak czapla stara nad stawem,
W którym ryb już nie ma.
Kto nie wiódł życia czystego,
Skarbów nie zbierał w młodości,
Ten leży jak złamany łuk,
Płacząc i jęcząc nad przeszłością.
Rozdział dwunasty.
Strofy o Atmanie.
Komu jest miły Atman własny,
Nie go ochrania z mocy całej.
Noc na trzy części podzielona,
Z tych niech przez jedną mędrzec czuwa.
I najpierw siebie niechaj mędrzec umocni w tym,
Co dobre jest,
A później innych niech naucza.
Nie będzie wtedy znał cierpienia.
Jeśli kto tak,
Jak uczy innych,
Udoskonalić siebie zdołał,
Niech ich poucza władca ducha,
Bo trudno siebie opanować.
Atmana władcą Atman jest.
Nad tego władcę,
Któż jest wyższy?
I kto Atmana opanował,
Niedostępnego posiadł władcą.
Zło uczynione przez Atmana,
Z niego zrodzone i wysnute,
Tak kruszy głupca,
Jak diament kruszy przedmioty kryształowe.
Kto tak jest złością ogarnięty,
Jak drzewo sala lian sznurami,
To Atman tego taki jest,
Jak tego pragnie nieprzyjaciel.
Łatwo uczynić,
Co niepiękne,
Łatwo zaszkodzić Atmanowi.
Lecz to,
Co piękne,
Pożyteczne,
Jest najtrudniejsze do spełnienia.
Ten,
Kto słowami doskonałych wybrańców w cnotę zapatrzonych gardzić potrafi,
Oszalały i za nauką idzie podłą,
Na własną zgubę owoc wyda,
Jak kathaki czcina chwiejna.
Zło jest czynione przez Atmana.
Człowiek się kala sam przez siebie.
Zła się unika przez Atmana.
Człowiek jest czysty sam przez siebie.
Sam przez się czysty lub nieczysty.
Nie będzie czysty przez innego.
Dla najwyższego dobra innych własnego dobra nie opuszczaj.
Lecz kiedy dobro swe rozpoznasz,
Zawsze to dobro miej na celu.
Rozdział trzynasty.
Strofy o świecie.
Od tego odwróć się,
Co nędzne.
Lenistwu nie oddawaj się.
Fałszywych nauk się wystrzegaj i świata sobą nie pomnażaj.
Powstań,
Wyrzeknij się gnuśności.
Idź ścieżką prawa najlepszego.
Ten kto nią poszedł jest szczęśliwy i na tym i na tamtym świecie.
Idź ścieżką prawa najlepszego.
Unikaj ścieżki prawa złego.
Kto poszedł dobrze jest szczęśliwy i na tym i na tamtym świecie.
Jak gdybyś widział pianę wód.
Jak gdybyś widział miraż złudny.
Jeśli na świat tak patrzeć będziesz,
Nie dojrzy ciebie władca śmierci.
Chodźcie i patrzcie na ten świat.
To jest królewski wóz przebarwny.
Głupcy rozsiedli się w nim chętnie.
Mędrca nie wiąże nic do niego.
Kto na początku lekko myślny,
Później umocnił się w powadze.
Ten ponad światem błyszczy tak jak na bezchmurnym niebie księżyc.
Ten kto niedobry spełnił czyn,
Lecz później dobrym go zasłonił.
Ten ponad światem błyszczy tak jak na bezchmurnym niebie księżyc.
Ten świat ciemnością osłonięty,
Wśród niej niewielu widzi jasno.
I rzadki ten co w niebo leci,
Jak ptak gdy z sideł się wyzwoli.
Łabędzie ciągną słońca szlakiem.
W przestrzeń się wznoszą czarodzieje.
A mędrzec ciągnie z tego świata,
Gdy zwalczy śmierć i orszak jej.
Ten kto przekroczył nakaz prawdy i mówi słowa nieprawdziwe,
Nie troszcząc się o drugi świat.
Ten gotów spełnić wszelkie zło.
Skąpiec do boskich nie dojdzie za światów.
I tylko głupiec nie uczci szczodrości.
Mędrzec swą radość widzi w szczodrych darach.
Przez nie szczęśliwy jest po tamtej stronie.
Niżli królować na tej ziemi,
Niżli zdobywać bramę nieba,
Niżli panować nad światami,
Lepiej się rzucić w zbawczy prąd.
Rozdział czternasty.
Strofy o Buddzie.
Jego zwycięstwa nic nie zwycięży.
Do jego zwycięstwa nikt się na świecie nie zbliży.
To Budda.
On kresu nie ma,
Śladu nie zostawia.
Jakimże śladem chcecie,
Żeby szedł?
I zaprowadzić go nigdzie nie zdoła ta rządza,
Co innych usidla i chwyta.
To Budda.
On kresu nie ma,
Śladu nie zostawia.
Jakimże śladem chcecie,
Żeby szedł?
Mędrcy oddani rozmyślaniu,
Radośni w ciszy wyrzeczenia,
Skupieni w sobie,
Przebudzeni.
Nawet wśród bogów zazdrość budzą.
Trudne wśród ludzi narodzenie.
Trudne jest życie dla śmiertelnych.
Trudno usłyszeć prawo dobre.
Trudno dostąpić przebudzenia.
Żadnego zła nie trzeba czynić.
Dobro zdobywać krok za krokiem.
Myśl swą oczyszczać nieustannie.
Oto nauka przebudzonych.
Cierpieć i znosić.
Najwyższa pokuta.
Najwyższa,
Mówią Buddowie,
Nibbana.
Pielgrzym bezdomny nie uderza innych.
Odbieszcą nie jest,
Kto innych znieważa.
Nigdy nie ganić,
Nigdy nie uderzać.
Ujarzmiać siebie według zasad prawa.
Umiarkowanym być w jedzeniu.
Siedzieć i sypiać na uboczu.
Wysokim myślom się oddawać.
Oto nauka przebudzonych.
Choćby padały deszcze złota.
Żądza nie będzie nasycona.
Zawodna niesie cierpień wiele.
Kto żądze przejrzał tak,
Jest mędrcem.
I nawet w rozkoszach niebieskich,
On szczęścia nie widzi dla siebie.
Doskonałego Buddy uczeń ma jedną radość.
Zniszczyć żądze.
Ludzie przez strachem ogarnięci do gajów idą i drzew świętych.
Do lasów i do gór dalekich.
Po to,
By szukać bezpieczeństwa.
Lecz bezpieczeństwo to niepewne.
To bezpieczeństwo nie najwyższe.
Kto bezpieczeństwo to osiągnie,
Od cierpień wszystkich się nie zwolni.
Ale kto szuka bezpieczeństwa u Buddy w prawie i zakonie i w doskonałym rozpoznaniu widzi szlachetne cztery prawdy.
Cierpienie,
Cierpień powstawanie,
Cierpienia mężne pokonanie,
Szlachetną ścieżkę ośmioraką,
Która do kresu cierpień wjedzie.
Ten bezpieczeństwo ma zdobyte.
Ten bezpieczeństwo ma najwyższe.
Gdy bezpieczeństwo to osiągnie,
Od wszelkich cierpień będzie wolny.
Rzadko się zjawia człowiek wielki.
Nie wszędzie można się narodzić.
Lecz jak szczęśliwy będzie ród,
W którym się taki mąż urodzi.
Szczęście,
Gdy zjawia się zbudzone.
Szczęście,
Gdy prawa słów naucza.
Szczęściem jest spokój wśród zakonu.
Oddanie szczęściem wśród spokojnych.
Ten,
Kto czcigodnym obudzonym albo ich uczniom cześć oddaje,
Tym,
Co zła nacisk zwyciężyli i wyszli poza płacz i troskę.
Kto cześć oddaje takim ludziom,
Wygasłym,
Lęku nieznającym,
Takiej zasługi niepomiernej,
Nie zmierzy nigdy człowiek żaden.
Rozdział piętnasty.
Strofy o szczęściu.
Pędzimy życie szczęścia pełne,
Przyjaźni pośród nieprzyjaznych.
Pośrodku ludzi nieprzyjaznych żyjemy cisi i przyjaźni.
Pędzimy życie szczęścia pełne,
Odcierpień wolni wśród cierpiących,
Wśród ludzi chorych i cierpiących żyjemy cisi bez cierpienia.
Pędzimy życie pełne szczęścia,
Bez pożądania wśród pożądań.
W pośrodku ludzi porządliwych żyjemy cisi bez pożądań.
Pędzimy życie pełne szczęścia,
Własnego nic nie mamy swego.
Radością karmić się będziemy,
Podobni Bogom promienistym.
Ze zwycięstw rodzi się nienawiść i cierpi ten,
Kto zwyciężony.
Kto spokój ma,
Ten radość ma.
Wygranej nie zna,
Ni przegranej.
Gdzież płomień taki jest jak miłość?
Gdzież zło jest takie jak nienawiść?
Gdzież ból jest taki jak istnienie?
Gdzież szczęście wyższe niżli spokój?
Najwyższa męka,
Męka głodu.
Działalność to najwyższy ból.
Prawdziwe tego rozpoznanie najwyższym szczęściem jest nibbaną.
Zdrowie to dobro jest najwyższe.
Zadowolenie skarb najwyższy.
Najwyższy ród to zaufanie.
Najwyższe szczęście to nibbana.
Kto poznał gorycz samotności i kto z pokoju słodycz poznał bez trwogi będzie i bez winy gdyż prawdy napój słodki pił.
Dobrze szlachetnych ludzi widzieć i szczęście razem z nimi mieszkać.
Kto głupców nie ogląda nigdy szczęśliwe życie ten prowadzi.
Lecz ten kto związał się z głupcami smucić się będzie długie chwile bo życie z głupcem tak jak z wrogiem przynosi zawsze strapień wiele.
Z mędrcem zajrzyć to takie szczęście jak gdyby żyć wśród własnych krewnych.
Idź tak za mądrym,
Rozumnym,
Uczonym za wytrzymałym,
Gorliwym,
Szlachetnym za takim dobrym,
Rozsądnym człowiekiem idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swych idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swych idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
Idź tak jak księżyc szlakiem gwiazd swoich idzie.
I mądrość ma,
Prawa się trzyma,
Prawdę mówi.
Kto obowiązek swój wypełnia,
Ten miły jest każdemu z ludzi.
Kto rządzą biegnie w niepoznane,
Kto cały duchem wypełniony,
Kto myśl odwraca od miłości,
Ten jest daleko w zbawczym prądzie.
Jeśli kto długo był w podróży,
A później wraca z drów z daleka,
Wita radośnie go rodzina,
Wita przyjaciel i towarzysz.
Tak samo ten,
Kto dobrze czynił,
Gdy z tego świata zejdzie w inny,
Witany będzie przez swe czyny,
Jak przez rodzinę człowiek miły.
Rozdział siedemnasty,
Strofy o gniewie.
Wyzbądź się gniewu,
Wyrzeknij się dumy i wyjdź daleko poza to,
Co wiąże.
Ten,
Kto nie przylgnął do imion i kształtów i nie ma nic,
Cierpienie go nie zmoże.
Kto tak powstrzyma gniew plonący,
Jakby powstrzymał wóz w rozpędzie,
Tego prawdziwym zwą woźnicą.
Inni trzymają lejce tylko.
Zwyciężać trzeba gniew pogodą i zło zwyciężać trzeba dobrem.
Chciwego darem przezwyciężysz,
A prawdą tego,
Kto bez prawdy.
Mów prawdę,
Umiej gniew swój stłumić,
Daj proszącemu,
Choć masz mało.
Kto taką trójkę ma przy sobie,
Ten przed obliczem Bogów stanie.
Od bieszca,
Który krzywd nie czyni,
A ciało trzyma swe nawozy,
Do niewzruszonych idzie siedzib.
Kiedy w nie wstąpi,
Nie zna smutku.
W tych,
Co czuwają nieustannie,
W tych,
Co się uczą dni i noce,
W tych,
Którzy dążą do nibany,
W tych dobiegają kres urządzeń.
Dawna przypowieść to atulo,
Przypowieść nie od dziś dopiero.
I tego ganią,
Kto milczący,
I tego,
Kto za wiele mówi,
I tego,
Który mówi w miarę.
Nie ma człowieka bez nagany.
Nie ma takiego dziś człowieka,
Nie było nigdy i nie będzie,
Który by tylko znał nagane,
Który by tylko znał pochwałę.
Ten,
Kogo sławią oświeceni,
Gdy patrzą co dzień na człowieka,
Zamędrca mając go bez skazy,
Pełnego wiedzy,
Mocy ducha,
Ten jest jak pieniądz szczerozłoty.
Któż będzie ganić mu kul takiego?
Nawet bogowie czcić go będą i nawet Brachman go wysłali.
Strzeż się wybuchów gniewnych ciała,
Trzymaj na wodzy ciało swoje,
Porzuć cielesne sfenologi,
Ciałem swym piękne prowadź życie.
Strzeż się wybuchów gniewnych mowy,
Trzymaj na wodzy mowę swoją,
Porzuć tej mowy złe nałogi,
Mową swą piękne prowadź życie.
Strzeż się wybuchów gniewnych myśli,
Trzymaj na wodzy myśli swoje,
Porzuć tych myśli złe nałogi,
Myślą swą piękne prowadź życie.
Mędrzec co ciało opanował,
Co opanował mowę swoją,
Mędrzec co myśli opanował,
Naprawdę siebie opanował.
Strofy o skazach,
Jesteś dziś oto jak zwiędły liść,
Stoją przy tobie już jamy wysłańcy,
W paszczę odejścia zaraz musisz iść,
Nic jednak nie masz co byś wziął w tę drogę.
A więc dla ducha mocną wyspę twórz,
Pracuj gorliwie,
O mądrość zabiegaj,
Bądź nieskalany,
Grzechy odrzuć precz,
A wtedy pójdziesz w boski świat wybrańców.
Życia twojego już kończy się bieg,
Podszedłeś blisko do jamy siedziby.
Nigdzie zatrzymać nie będziesz się mógł,
Nic jednak nie masz co byś wziął w tę drogę.
A więc dla ducha mocną wyspę twórz,
Pracuj gorliwie,
O mądrość zabiegaj,
Bądź nieskalany,
Grzechy odrzuć precz,
Nie znajdziesz wtedy narodzeń ni konań.
Powoli mędrzec niech usuwa ze swego ducha skazy wszelkie,
Jedną po drugiej nieustannie,
Jak się ze srebra brud usuwa,
Jak rdza pożera to żelazo,
Z którego sama się zrodziła,
Tak tych,
Co prawo przekroczyli,
Wiodą ku zgubie czyny własne.
Niepowtórzona zła modlitwa,
Nienaprawiony dom jest zły i piękność zła,
Gdy ociężała,
I zły wartownik,
Gdy ospały.
Kobiety skazą życie brudne,
A dającego skazą skomstwo.
Skazą jest zawsze czyn niedobry,
Czy na tym,
Czy na tamtym świecie,
Ale jest skaza ponad skazy,
Najcięższa skaza,
Zło niewiedzy.
Kiedy tę skazę usuniecie,
Będziecie mnisi nieskalani.
Łatwo ten żyje,
Kto bezwstydny,
Kto jest bezczelny i zuchwały,
Kto napastliwy,
Nieuprzejmy i ten,
Co całkiem jest zepsuty,
Lecz ciężkie życie ma pokorny,
Wpatrzony zawsze w blask czystości,
Łagodny,
Światu nieoddany,
Widzący,
Niczym nieskalany.
Kto niszczy życie jakiekolwiek i kto kłamliwe słowa mówi,
Zabiera to,
Co mu niedane,
Do cudzych żon tajemnie chodzi,
A także człowiek,
Co napoje odurzające mocne pije,
Podcina korzeń swego ducha,
Tu oto,
Na tym jeszcze świecie.
O,
Wiedz człowieku,
Że to zło,
Jeżeli siebie nie ujarzmisz.
Patrz,
Bycie żądza i niecnota do cierpień prędko nie przywiodłym.
Ludzie jałmużny udzielają według swej wiary lub swej łaski,
A więc jeżeli ktoś zazdrosny,
Że inni więcej otrzymali,
Ten ani we dnie,
Ani w nocy nie będzie znaleźć muku skupienia.
Ale w kim taka myśl zdławiona,
Wyrwana całkiem,
Odrzucona,
Ten,
Czy to we dnie,
Czy to w nocy,
Oddać się będzie muku skupieniu.
Gdzież płomień taki jest,
Jak miłość?
Gdzież potwór taki,
Jak nienawiść?
Gdzież pęta równe zaślepieniu?
Gdzież strumień wartki,
Tak jak żądza?
Łatwo jest dojrzeć błąd innego,
Ale swój własny trudno dojrzeć.
Innych tak błędy roznosimy,
Jak wiatr roznosi plewy suche,
A swoje własne ukrywamy,
Jak gracz podstępny rzuty złe.
Kto zawsze widzi błędy innych,
Kto łatwo skłonny do obrazy,
W tym prędko rośnie pożądania,
Daleki jest od rządz zniszczenia.
Nie ma w przestrzeni drogi nigdzie,
Odbierzców nie ma w zgiełku świata.
Ludzie kochają się w próżnościach,
Wolny jest od nich doskonały.
Nie ma w przestrzeni drogi nigdzie,
Odbierzców nie ma.
Działalność nigdy nie jest wieczna,
Zbudzeni pragnień mieć nie mogą.
Rozdział dziewiętnasty.
Strofy o Sprawiedliwym.
Nie ten się zowie Sprawiedliwym,
Kto spór przemocą chce rozstrzygnąć,
Lecz kto rozważy jako mędrzec jedno i drugie,
Dobro,
Zło.
I bez przemocy prawem samym rozstrzygać będzie ludzkie spory.
Obrońca prawa,
Mocarz myśli,
Ten Sprawiedliwym zwać się może.
Nikt się nie stanie mędrcem przez to,
Że bez ustanku mówić będzie.
Ten,
Kto cierpliwy i bezgniewny,
Kto lęku nie zna,
Ten jest mędrcem.
Opoką prawa nikt nie będzie przez to,
Że mówi bez ustanku.
Lecz ten,
Kto chociaż mało umie,
Ale swym ciałem prawie,
Opoką prawa ten się stanie,
Bo nie odtrąca prawa nigdy.
Trzcigodnym starcem nikt nie będzie przez to,
Że włosy ma srebrzyste.
Sędziwe jego bardzo lata,
Zestarzał się jednak na próżno.
Ten,
W kim jest prawo,
Litość,
Mądrość,
Ten,
W kim jest prawo,
Litość,
Prawda,
Kto się poskromił,
Uspokoił,
Mądrości pełen,
Odskaz wolny,
Trzcigodnym starcem ten się zwie.
Przez to,
Że tylko mówi dużo,
Przez to,
Że ciało ma jak lotus,
Zazdrosny,
Skąpy,
Nieuczciwy,
Trzcigodnym nigdy się nie stanie.
W tym jednak takie zło,
Zniszczone,
Wyrwane całkiem,
Odrzucone,
Ten już się wyzbył nienawiści.
Trzcigodnym mędrzec się nazywa.
Odbieszcą,
Kłamca,
Rozkiełzany,
Nie będzie choćby głowy zgolił.
Rządzą pragnieniem ogarnięty,
Jakżeż odbieszcą stać się może.
Lecz kto uciszy złe nałogi,
Drobne i wielkie,
Całkowicie,
Ten ujarzmiciel złych nałogów odbieszcą zawsze zwać się będzie.
Nie ten prawdziwym jest żebrakiem,
Kto żebrząc chodzi pośród ludzi,
Lecz ten,
Kto prawo poznał dobrze,
Ten jest żebrakiem,
A nie tamten.
Kto się czystości ślubem związał i precz odepchnął dobro,
Zło,
Przez świat z imienia tylko idzie,
Ten się prawdziwym zwierzebrakiem.
Ten,
Kto jest ciemny,
Zaślepiony,
Przez to,
Że milczy,
Nie jest mnichem.
Lecz kto na wagę wszystko kładzie i mądrze to,
Co lepsze bierze,
A złe odpycha,
Ten jest mnichem.
Przez taki wybór mnichem jest.
Kto te obydwa światy widzi,
Ten przez to mnichem się nazywa.
Nie przez to jest się arliczykiem,
Że się stworzeniom krzywda czyni.
Ten,
Kto nie krzywdzi stworzeń żadnych,
Ten arliczykiem się nazywa.
Przez karność samą i przez śluby,
Przez to,
Że wiele się nauczył,
Przez to,
Że zdobył zapatrzenie,
Przez to,
Że kładę się samotny,
Nie zaznam szczęścia wyrzeczenia tak cenionego przez szlachetnych.
Że brak ufności niechaj nie zna,
Jeśli nie zdobył żądz zgaśnięcia.
Rozdział dwudziesty.
Strofy o drodze.
Najlepsza ścieżka ośmiuraka.
Najlepsza prawda cztery słowa.
Najlepsza cnota brak pożądań.
Najlepszy człowiek ten,
Co widzi.
Ta ścieżka wiedzie,
Żadna inna tam,
Gdzie poznana jest przeczystość.
Wędrujcie po niej,
Przyjaciele.
Ona wybawi was od śmierci.
Gdy po tej drodze iść będziecie,
To osiągniecie kres cierpienia.
Ja wam tę drogę ogłosiłem,
Gdym poznał,
Jak się cierń wyrywa.
Wysiłek sami czynić macie.
Ci,
Co nią poszli,
To zwiastuni.
Myślący,
Kiedy wstąpią na nią,
Od więzów śmierci się uwolnią.
Przemija wszelkie bytowanie.
Ten,
Kto dostrzeże to rozumem,
W niedoli będzie obojętny.
Taka jest ścieżka oczyszczenia.
Bólem jest wszelkie bytowanie.
Ten,
Kto dostrzeże to rozumem,
W niedoli będzie obojętny.
Taka jest ścieżka oczyszczenia.
Taka jest ścieżka oczyszczenia.
Nierzeczywiste wszelkie kształty.
Ten,
Kto dostrzeże to rozumem,
W niedoli będzie obojętny.
Taka jest ścieżka oczyszczenia.
Kto powstać nie umie,
Gdy czas do powstania?
Kto młody i silny,
Gnuśnieje bezczynnie?
Kto wolę ma słabą i myśl ociężałą?
Ten drogi do wiedzy nie znajdzie,
Leniwiec.
Strzec dobrze swej mowy i myśl swą poskramiać,
A ciałem swym nigdy nie czynić nic złego.
Kto jasno rozpozna te czynu trzy drogi,
Zdobędzie tę ścieżkę przez wieszczów wskazaną.
Z oddania rodzi się poznanie,
A z nieoddania brak poznania.
Gdy te dwie ścieżki zrozumiemy,
Ścieżkę zdobyczy,
Ścieżkę straty,
Tak ducha swego pokierujemy,
Aby wzrastało w nas poznanie.
Zetnijcie las,
Nie jedno drzewo,
Bo z lasu płynie trwoga.
Gdy las zetniecie i żądz krzewy,
Bez żądz będziecie już żebracy.
Dopóki kobiet pożądanie w mężu najmniejsze,
Choć nie będzie ścięte,
Dopóty jego myśl związana,
Jak ciele ssące jest związane z matką,
Tak z serca wyrwij miłość własną jak gdybyś ręką rwał jesienny lotus.
Ścieżkę pokoju za to wybierz,
Nibbanę,
Którą Budda wskazał.
Tutaj deszczową porę spędzę,
Tu będę w zimie,
A tu w lecie.
W ten sposób myśli człowiek głupi,
O groźbę śmierci się nie troszcząc.
Kto dumny będzie z synów,
Z bydła,
Czy i duch ze światem jest związany,
Jak śpiącą wioskę fala wielka,
Tak śmierć go schwyci i uniesie.
Nie są synowie ci obroną,
Nie są obroną ojciec krewny.
Kiedy cię śmierć w swą dłoń pochwyci,
Twój ród cię cały nie obroni.
A mężec w cnotę uzbrojony,
Co dobrze tego sens zrozumiał,
Prędko uczyni sobie ścieżkę,
Ścieżkę,
Co wiedzie do nibbani.
Rozdział dwudziesty pierwszy Strofy różne Jeśli rozkwita szczęście wielkie,
Przez wyrzeczenie się drobnego,
Niech mężec rzuca szczęście drobne,
Gdy widzi w dali wielkie szczęście.
Kto tak dla siebie szczęścia szuka,
Że innym ludziom ból przyczynia,
W sieć uwikłany nienawiści,
Od nienawiści nie ucieknie.
Co trzeba spełnić niespełnione,
Lecz to spełnione,
Co nie trzeba.
Wśród takich pysznych,
Zaślepionych rosną światowe pożądania.
Lecz w tych,
Co każdą myśl poczętą zawsze na ciało swe kierują,
Nie czynią tego,
Co nie trzeba,
A to,
Co trzeba,
Zawsze czynią.
W tych ludziach mądrych,
W tych świadomych już dobiegają kresurządze.
Chociażby zabił matkę ojca,
Choć dwóch by zabił królów mężnych,
Chociażby zniszczył państwo z ludem,
Zawsze bez grzechu stąpa Brachman.
Chociażby zabił matkę ojca,
Choć dwóch by zabił królów świętych,
Choćby wzniosłego zabił mędrca,
Zawsze bez grzechu stąpa Brachman.
Czuwają zawsze przebudzeni ci,
Co uczniami są gotamy.
Myśl ich każdego dnia i nocy wiecznie ku buddzie skierowana.
Czuwają zawsze przebudzeni ci,
Co uczniami są gotamy.
Myśl ich każdego dnia i nocy wiecznie ku prawu skierowana.
Czuwają zawsze przebudzeni ci,
Co uczniami są gotamy.
Myśl ich każdego dnia i nocy wiecznie na zakon skierowana.
Czuwają zawsze przebudzeni ci,
Co uczniami są gotamy.
Myśl ich każdego dnia i nocy wiecznie na ciało skierowana.
Czuwają zawsze przebudzeni ci,
Co uczniami są gotamy.
Duch ich każdego dnia i nocy z bezkrzywdy wiecznie się raduje.
Czuwają zawsze przebudzeni ci,
Co uczniami są gotamy.
Duch ich każdego dnia i nocy wiecznie się cieszy z zapatrzenia.
Ciężko jest znosić los odbierzców.
Ciężko żyć w domu w utrapieniach.
I ciężko pośród równych mieszkać wędrowców droga cierpień pełna.
Dlatego przestań być wędrowcem.
Z nacisku wyzwól się cierpienia.
Kto pełen wiary,
Pełen cnoty,
Kto błyszczy sławą,
Pomyślnością,
Ten zawsze będzie w czci wysokiej gdziekolwiek pójdzie,
W kraje jakie.
Dobrzy z daleka promienieją niby śnieżyste Himalaje,
A złych nie widać nawet blisko niczym rzuconych strzał wśród nocy.
Kto niestrudzenie sam wędruje i siedzi sam,
I śpi samotny,
Kto sam poskramia swego ducha,
Niech radość pozna urządz kresu.
Rozdział dwudziesty drugi Strofy o piekle Do piekła idzie człowiek ten,
Co zmyśla i ten,
Co swego się zapiera czynu.
Będą jednacy obydwaj po śmierci na tamtym świecie ludzie złego czynu.
Wśród tych,
Co żółtą odzież noszą jest wielu złych,
Niepowściągliwych.
Ci źli przez swoje czyny złe osiągną w końcu drogę piekieł.
Żelazną kulę lepiej połknąć ogniem ziejącą,
Rozżarzoną,
Niżby się zły,
Niepowściągliwy żywić na świecie miał jałmużną.
Ten,
Co się w cudzych żonach kocha,
Bezmyślny,
Zyska cztery rzeczy.
Grzech ciężki,
Łoże niespokojne,
Trzecie nagana,
Czwarte piekło.
Grzech ciężki,
Droga wiodąca do piekła,
Króciutka rozkosz zlękłego u zlękłej.
Kara surowa,
Grożąca od króla,
Dlatego nigdy cudzych żon nie kochaj.
Jak ostra trzcina,
Źle schwycona,
Skaleczyć może dłoń zbyt prędką,
Tak wypełniona źle asceza do piekła może zaprowadzić.
Jeżeli czyn nie będzie mocny,
A ślub złamany,
Jeśli będzie,
Czystość,
Gdy będzie niestanowcza,
Wszystko to mały owoc wyda.
To spełnij,
Co masz do spełnienia,
Rzuć się do pracy z mocą wielką,
Odbierzca,
Którym mocy nie ma,
Wędrując tylko kurz podnosi.
Lepiej zaniechać złego czynu,
Gdyż go żałować później trzeba i lepiej spełnić dobry czyn,
Po którym nigdy żal nie przyjdzie.
Jakoby twierdzę pograniczną,
Której się strzeże zewnątrz,
Wewnątrz,
Tak strzec należy swego ducha,
Nie tracąc nawet jednej chwili.
Ci,
Co właściwą chwilę stracą,
Z rozpaczą pójdą w piekła czeluść.
Wstydzić się tego,
Co nie hańbi,
Tego,
Co hańbi się,
Nie wstydzić.
Kto taki pogląd ma przewrotny,
Ten pójdzie w dół najgorszą drogą.
W tym,
Co nie trwoży,
Widzieć trwoga,
A trwogi nie znać w tym,
Co trwoży.
Kto taki pogląd ma przewrotny,
Ten pójdzie w dół najgorszą drogą.
Tam widzieć błąd,
Gdzie błędu nie ma,
A tam,
Gdzie błąd,
Nie widzieć błędu.
Kto taki pogląd ma przewrotny,
Ten pójdzie w dół najgorszą drogą.
Rozpoznać w błędzie to,
Co błędne,
W tym,
Co bezbłędne,
Skaz nie widzieć.
Kto tak prawdziwy pogląd wybrał,
Ten pójdzie wzwyż najlepszą drogą.
Rozdział dwudziesty trzeci,
Strofy o słoniu.
Jak słoń,
Co w boju z cierpliwością znosi lecące strzały z łuków,
Tak znosić będę strzały oszczerstw.
Nędzne jest zawsze mrowie ludzkie.
Słoń ujarzmiony bój prowadzi,
Ujarzmionego król dosiada.
Najlepszy z ludzi ujarzmiony,
Co znosić umie strzały oszczerstw.
Dobre są muły ujarzmione,
Dobre rumaki z ponad sintchu,
Dobre królewskie wielkie słonie.
Najlepszy ten,
Co siebie zmukł,
Bo przecież z tymi zwierzętami nie pójdziesz w kraj ten niedostępny,
W który iść może ujarzmiony,
Co ducha swego zmukł,
Powściągnął.
Ten słoń imieniem Thanapala,
Wściekły,
Na skroniach rój i sok,
Związany,
Jeść nie będzie chciał,
Do lasów tęskniąc igajów ze słońmi.
Ten,
Kto leniwy i kto dużo jada,
Ospały wszędzie,
Gdzie można się kładzie,
Niczym wieprz spasły ziarnem odkarmiany.
Ten głupiec ciągle odradzać się będzie.
Ta myśl się dotąd błąkała w bezdrożach,
Gdzie chęć ją niosła,
Pragnienie lub wola.
Dziś ją okiełzam w samym jej zarodku,
Jak kiełdza słonia kierownik dzikiego.
W powadze radość widzieć trzeba i strzec należnie myśli swojej.
Tak się wydostań ze złej drogi,
Jak słoń się z bagna wydostaje.
Jeśli dzielnego znajdziesz przyjaciela,
Prawego mędrca,
Towarzysza drogi,
Pokonaj życia wszystkie przeciwności i idź z nim w drogę,
Radosny,
Ostrożny.
Jeśli dzielnego nie masz przyjaciela,
Prawego mędrca,
Towarzysza drogi,
Jak król,
Co państwo opuszcza zdobyte,
Jak słoń po lesie,
Tak wędruj samotny.
Lepiej samotne życie pędzić,
Niż głupca mieć za towarzysza.
Wędruj sam jeden,
Jakby słoń po lesie,
Nie czyniąc zła,
Niewiele pragnień mając.
Szczęście przyjaciół mieć,
Gdy są potrzebni.
Szczęściem jest radość,
Z jakiej bądź przyczyny.
Szczęściem czyn dobry,
Kiedy życie gaśnie.
Szczęściem jest rzucić wszelakie cierpienie.
Szczęściem na świecie macierzyństwo.
Szczęściem na świecie jest ojcostwo.
Szczęście na świecie być odbieszcą.
I szczęściem jest brachmana stan.
Szczęściem jest cnota długotrwała i szczęściem wiara umocniona.
Szczęściem jest wiedzy osiągnięcie.
I szczęściem jest nie czynić zła.
Rozdział dwudziesty czwarty.
Strofy o żądzy.
W człowieku,
Który żyje lekkomyślnie,
Jakoby powój podnoszą się żądzy.
Z jednego życia skacze winne,
Jak małpa w lesie,
Gdy szuka owoców.
Kogo przemoże okrutnica,
Nienasycona żądza świata,
W tym troska rośnie,
Jakby trawa,
Jak gdyby bój na łąk birana.
Lecz kto przemoże okrutnicę,
Tę żądzę trudną do zwalczenia,
Z tego opadnie troska wszelka,
Jakby z lotosu krople wody.
Ja wam ogłoszę wieść wspaniałą,
Wam wszystkim koło mnie skupionym.
Wykopcie korzeń żądzy waszej,
Jak się birany korzeń kopie,
Aby was śmierć na nowo ciągle,
Jak strumień trzcina,
Nie łamala.
Jak ścięte drzewo na nowo odrasta,
Jeżeli korzeń ma mocny i cały,
Tak ból ten życia odrasta na nowo,
Jeśli nie zniszczyć skłonności do żądzy.
W kim gra trzydzieści sześć strumieni,
Bystrych,
Szemrzących namiętnością,
Tego w niewiedzę niosą fale myśli,
Oddane po żądaniu.
Strumienie płyną z każdej strony,
Powój się krzewi bujnie wszędzie.
Gdy dojrzysz,
Że wyrasta powój,
Przetnij poznaniem korzeń jego.
Rozkosze ludzkie są niestałe i żądzą zawsze zespolone.
Kto szczęścia szuka,
Legnie do uciech,
Rodzić się będzie i umierać.
Ludzie,
Gdy żądzą służyć poczną,
Błądzą dokoła jak goniony zając.
Spętani,
W sidła pochwyceni,
Idą na długie,
Ponowne cierpienia.
Ludzie,
Gdy żądzą służyć poczną,
Błądzą dokoła jak goniony zając.
Dlatego żądze rzucić musi mnich,
Co chce zdobyć ducha obojętność.
Kto drząc wolny,
Dorząc znów powraca.
Kto wyszedł z lasu,
Do lasu znów pędzi.
Patrzcie się wszyscy na tego człowieka,
Od więzu wolny znów po więzy leci.
Mędrcy wam mówią,
Że to nie są mocne więzy,
Że to nie są mocne więzy.
Że to nie są mocne więzy z żelaza,
Konopi czy z drzewa.
Miłość namiętna do synów,
Do żony,
Do drogich kamieni i złotych pierścieni.
To mocne więzy,
Tak wam mędrcy mówią.
Chwytliwe,
Gętkie,
Trudne do zrzucenia.
Ci,
Co bez pragnień zrywają się,
Ci,
Co bez pragnień zrywają te więzy,
Odchodzą,
Szczęście opuszczając własne.
Kto służy żądze,
Płynie tym strumieniem,
Który sam stworzył,
Jak pająk swe sieci.
Mędrcy bez pragnień zrywają te sieci,
Odchodzą,
Mękę opuszczając świata.
Idąc na drugą stronę,
Precz odrzuć przedtem,
Potem,
Teraz.
Gdy ducha całkiem oswobodzisz,
Nie zaznasz więcej starości,
Narodzin.
Kogo kołyszą wątpliwości,
W kim ostry szal,
Kto uciech szuka,
W tym coraz bujniej rośnie żądza i więzy splata coraz bardziej.
Kto się z uśpienia,
Z wątpień cieszy,
Przykrości znosi,
Myśli ciągle.
O,
Ten odsunie więzy śmierci.
Nie,
Ten rozetnie więzy śmierci.
Kto doskonały jest,
Bezchwiejny,
Bez skazy żadnej,
Żądz wyzbyty,
Kto odsunie więzy śmierci.
Bez skazy żadnej,
Żądz wyzbyty,
Ten odciął bytu ciernie wszelkie.
Ostatnie jego to wcielenie.
Kto żądz się wyzbył,
Pragnień nie ma,
Znaczenie starych słów rozumie,
Porządek zgłosek dobrze zna,
Jakie następne,
Jakie pierwsze.
Nie,
Ten wielkim mędrcem się nazywa.
Zdobyłem wszystko i poznałem wszystko,
Niepokalany wśród życiowych trwóg.
Nic nie mam,
Wolny,
Bo zdławiłem żądzę.
Sam się poznałem.
Któż by uczył mnie?
Zwycięża dary wszystkie,
Dar świętego prawa.
Zwycięża słodycz wszystko,
Święta słodycz prawa.
Zwycięża rozkosz każdą,
Święta rozkosz prawa.
Zdławienie żądzy,
Wszelki ból zwycięża.
Gdy się obrzeg,
Nie troszczą drugi,
Bogactwa mogą zabić głupca.
Przez żądzę bogactw głupiec siebie tak gubi,
Jakby gubił innych.
Trawy i chwasty pól są skazą.
Człowieka skazą jest namiętność.
Dlatego wielki owoc wyda dar uczyniony beznamiętnym.
Trawy i chwasty pól są skazą.
Trawy i chwasty pól są skazą.
Człowieka skazą jest nienawiść.
Dlatego wielki owoc wyda beznienawistnym dar złożony.
Trawy i chwasty pól są skazą.
Człowieka skazą zaślepienie.
Dlatego wielki owoc wyda niezaślepionym dar złożony.
Trawy i chwasty pól są skazą.
Człowieka skazą jest pragnienie.
Dlatego wielki owoc wyda dar uczyniony niepragnącym.
Dobre jest oka po wściągnięcie i dobre uszu po wściągnięcie.
Dobre jest nosa po wściągnięcie.
Dobre języka po wściągnięcie.
I dobre ciała po wściągnięcie.
I dobre mowy po wściągnięcie.
Ducha jest dobre po wściągnięcie.
Dobre wszystkiego po wściągnięcie.
Mnich,
Co po wściąga się we wszystkim,
Od wszystkich cierpień będzie wolny.
Kto opanował ręce,
Nogi,
Mowę po wściągnął,
Okiełzał się dobrze,
Zadowolony sam,
Radosny wewnątrz,
Skupiony,
Tego zwo żebrakiem.
Żebrak o ustach po wściągliwych,
Mądrze mówiący,
Niewyniosły,
Prawa i cnoty nauczyciel,
Łagodne słowa zawsze ma.
Kto w prawie mieszka,
Prawo kocha,
O prawie myśli nieustannie,
Ku prawu pamięć swą wysyła,
Ten żebrak prawa nie odstąpi.
Jałmużną gardzić nie należy.
Innym nie trzeba jej zazdrościć.
Ten żebrak,
Co zazdrości innym,
Nie może zdobyć zapatrzenia.
Żebrak,
Gdy nawet mało dostał,
Niech nie pogardza swą jałmużną.
Jeśli jest pilny,
Czystość kocha,
Sami bogowie czcić go będą.
Nic z tego,
Co ma kształt i imię,
Nie czyni swoim ani sobą.
Z niebytu wcale się nie smuci.
Takiego oto mnichem zowią.
Mnich,
Co dla wszystkich jest przyjazny,
A w słowach Buddy radość widzi,
Zdobędzie w końcu przystań cichą.
Szczęście,
Co płynie z sankhar ciszy.
Wylej żebraku wodę z łodzi.
Pusta cię łódź poniesie lekko.
Gdy żądze zetniesz i nienawiść,
To dojdziesz łatwo do nibany.
Pięć rzeczy zetnij,
Pięć odepchnij,
Pięciu zaś oddaj się nad wszystko.
Żebrak,
Co pięciu więzom uszedł,
Swal w wybawionym się nazywa.
Rozmyślaj,
Mnichu,
Nie bądź gnuśny.
Niech myśl twa nie lgnie do rozkoszy.
Szalony,
Kuli nie łykaj ognistej i później nie krzycz,
Sparzony,
Że boli.
Bez wiedzy nie ma rozmyślania.
Bez rozmyślania nie ma wiedzy.
W kim rozmyślanie jest i wiedza,
Ten do nibany już dochodzi.
Kiedy do domu mnich pustego wstępuje z sercem uciszonym,
Nieziemska rozkosz go owiewa,
Gdyż całkowitą widzi prawdę.
A gdy rozpozna,
Jak powstają i jak znikają siły życia,
Osiągnie szczęście,
Znajdzie radość tych,
Co poznali nieśmiertelność.
To będzie miał za rzecz najpierwszą pogodę ducha,
Zmysłów karność,
Nakazom prawa uleganie i niech przyjaciół ma szlachetnych,
Gorliwych,
Czystość kochających.
Dla wszystkich niech przyjazny będzie i doskonały w zachowaniu,
Który ukochania swego kres osiągnie.
Jak jaśmin płatki swoich kwiatów,
Kiedy powiędną,
Zrzuca z siebie.
Tak zrzućcie z siebie,
O żebracy,
Nienawiść wszelką i namiętność.
Żebrak łagodny i skupiony,
Z ciałem spokojnym,
Z mową cichą,
Uspokojonym się nazywa.
Duchem pobudzaj swego ducha i duchem badaj swego ducha.
Żebrak,
Co strzeże swego ducha,
Uważny w szczęściu mieszkać będzie,
Bo duch jest zawsze ducha królem,
Bo duch jest zawsze ducha drogą.
Dlatego ducha ćwiczyć trzeba,
Jak się dobrego konia ćwiczy.
Mnich przepełniony szczęśliwością,
Radość widzący w słowach Buddy,
Zdobędzie w końcu przystań cichą,
Rozkosz,
Co płynie z sankhar ciszy.
Kto już za młodu,
Jako żebrak,
Nauki Buddy jarzmo włożył,
Ten ponad światem błyszczy,
Tak jak na bezchmurnym niebie księżyc.
Rozdział dwudziesty szósty Strofy o Brachmanie Przepluń ten strumień z mocą całą,
Odrzuć Brachmanie rządze wszystkie.
Jeżeli poznasz sankhar zanik,
Nieuczynione znasz Brachmanie.
Gdy poza dwa bieguny bytu Brachman na drugi brzeg podąży,
Opadną z niego wszystkie więzy,
Bo przecież zyskał mądrość wielką.
Dla kogo nie ma tego bytu,
Kto bezbojaźni,
Kto swobodny,
Tego Brachmanem będę zwać.
Kto myśli ziemskim nieskalany pyłem,
Bez rządz,
To spełnia co konieczne,
Kto już najwyższy cel osiągnął,
Tego Brachmanem będę zwać.
Za dnia na niebie błyszczy słońce,
W nocy zaś miesiąc promienieje.
Jaśnieje rycerz uzbrojony,
Jaśnieje Brachman,
Gdy rozmyśla,
Ale nad wszystko w dzień i w nocy Budda jaśnieje swoim blaskiem.
Kto zło odrzucił,
Ten jest Brachman,
Kto żyje cicho,
Ten odbieszca,
Kto precz odepchnie brud od siebie,
Będzie wędrowcem się nazywał.
Niech nie uderza nikt Brachmana,
Brachman za złe niech nie odpłaca.
Biada,
Gdy Brachman uderzony,
Biada,
Gdy złem za złe odpłaca.
Niemałą korzyść odniesie ten Brachman,
Co serce zamknie swe dla wrażeń miłych.
Lecz jeśli chęć krzywdzenia w nim ucichnie,
Wtedy go wszelkie porzuci cierpienie.
Kto ani ciałem,
Ani mową,
Ani też myślą zła nie czyni,
Kto strzeże się w tych trzech dziedzinach,
Tego Brachmanem zwać należy.
Człowieka,
Który głosi prawo przez zbudzonego objawione,
Tak czcić należy nieustannie,
Jak Brachman ogień czci ofiarny.
Przez włosów splot,
Przez urodzenie,
Przez ród nie będzie nikt Brachmanem.
Lecz w kim jest prawda,
W kim jest prawo,
Ten jest szczęśliwy,
Ten jest Brachman.
Co ci z zaplotu włosów,
Głupcze?
Cóż ci z odzieży twej ze skór?
Gdy wewnątrz ciebie puszcza dzika,
Ty zewnątrz siebie las wycinasz.
Kto nosi brudną,
Nędzną odzież,
Kto wychutł,
Siecią żył się pokrył i kto samotnie duma wleciał,
Tego Brachmanem zwać należy.
Nie będę tego zwać Brachmanem,
Kto z dobrej matki się wywodzi,
Zawsze przemawia zbyt wyniośle,
Zawsze do niego coś należy.
Kto nie ma nic,
Kto nic nie bierze,
Tego Brachmanem nazwę rad.
Kto nie drżał w lęku,
Gdy rozcinał te więzy,
Co ze światem wiążą,
Kto wolny,
Wzniósł się ponad więzy,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto przeciął liny i rzemienie,
Sznury i wszystko,
Co wiązało,
Stargał przeszkody,
Obudzony,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto nie spełniwszy winy żadnej,
Znosi obelgi,
Razy,
Więzy,
Za wojsko hart ma i cierpliwość,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto jest bezgniewny,
Wierny ślubom,
Kto pełen hartu,
Rządz się wyzbył,
Zmukł siebie,
W ciele jest ostatnim,
Tego Brachmanem zwać należy.
Jak woda nie lgnie do płatków lotosu,
Jak nie lgnie ziarnko gorczycy do igły,
Do kogo nie lgną żądze tak,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto nie zna jeszcze,
Tu na ziemi,
Jak własny ból zamiera,
Kto ciężar złoży,
Kto swobodny,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto ma głęboką wiedzę,
Mądrość,
Kto drogi zna i zna bezdroża i kto najwyższy cel osiągnął,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto nie przebywa wśród gromady odbierzców ani ludzi świeckich,
Kto domu nie zna,
Rządz się wyzbył,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto ani silnym,
Ani słabym stworzeniom gwałtu nie zadaje,
Nie powoduje nigdy śmierci,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto pobłażliwy wśród zaciekłych,
Łagodny pośród gwałt czyniących,
Pośród pragnących,
Kto bez pragnień,
Tego Brachmanem zwać należy.
Z kogo tak spadnie duma,
Rządza,
Nienawiść wszelka i obłuda,
Jak z ostrzej igły ziarnko spada,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto nie jest szorstki,
Kto poucza i kto prawdziwe słowa mówi,
Co dla nikogo nie są przykre,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto nic nie weźmie,
Gdy mu nie dać,
Czy będzie długie,
Czy też krótkie,
Cienkie,
Czy grube,
Złe,
Czy dobre,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto na tym świecie i na tamtym nie ma nadziei zgoła żadnej,
Oswobodzony,
Beznadziejny,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto tęsknot nie ma,
Poznał wszystko,
Więc zwątpień żadnych mieć nie może,
W nieśmiertelności się pogrążył,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto zerwał więzy ostateczne,
Jedne i drugie,
Zła i dobra,
Bez trosk,
Bez plamy,
Nieskalany,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto tak bez skazy jest,
Jak księżyc,
Przejasny,
Czysty,
Nieprzyćmiony,
W kim zgasła wszelka radość życia,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto tę błotnistą drogę przeszedł u trudów,
Odrodzeń,
Zaślepienia i dostał się na drugi brzeg,
Myślący,
Z wątpień rządz wyzbyty,
Zagasły,
Nic nie czyni swoim,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto tu opuścił rządze wszelką i powędrował w świat bezdomny,
W kim zgasła wszelka rządza świata,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto tu się wyzbył pragnień wszelkich i powędrował w świat bezdomny,
W kim pragnień wszelkich zagasł plomień,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto się od ludzkich więzów zwolnił i nad niebieskie wzniósły się więzy,
Od wszelkich więzów,
Kto swobodny,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto zrzekł się kochań i niekochań,
Zimny,
Od nowych zadzierzg wolny,
Bohater,
Co zwyciężył światy,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto stworzeń wszelką zna zatratę i kto zna stworzeń powstawanie,
Bezpęd,
Szczęśliwy,
Obudzony,
Tego Brachmanem zwać należy.
Czyjś szlak nieznany Bogom w niebie,
Nieznany ludziom,
Nie gandhabom,
Kto rządze zmukł,
Kto doskonały,
Tego Brachmanem zwać należy.
Dla kogo nie ma nic w przeszłości,
Nic nie ma teraz ani potem,
Kto nie ma nic,
Kto nic nie bierze,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto jest najlepszy,
Kto bohater,
Zwycięzca,
Mocarz,
Wieszcz,
Najwyższy,
Bezrząd,
Dojrzały,
Obudzony,
Tego Brachmanem zwać należy.
Kto zna wcielenia swe dawniejsze,
Kto dojrzeć może piekło,
Niebo,
Kto już osiągnął kres narodzin,
Odbierzca,
Z wiedzą doskonałą,
Swym rozpoznaniem doskonały,
Tego Brachmanem zwać należy.
Przekład Stanisława Franciszka Michalskiego Warszawa,
Wydawnictwo Ultima Thule,
Rok 1927.
Realizacja w roku 2005,
W Warszawie.
Przekład Stanisława Franciszka Michalskiego.
Przekład Stanisława Franciszka Michalskiego.
Przekład Stanisława Franciszka Michalskiego.
Przekład Stanisława Franciszka Michalskiego.
