Aleksander Fredro,
Paweł i Gawę,
Czyta Margaret Frackowiak Paweł i Gawę w jednym stali domu.
Paweł na górze,
A Gawę na dole.
Paweł spokojny nie wadził nikomu,
Gawę najdziksze wymyślał swawole.
Ciągle polował po swoim pokoju,
To pies,
To zając,
Między stoły,
Stołki.
Gonił,
Uciekał,
Wywracał koziołki,
Strzelał i trąbił,
I krzyczał do znoju.
Znosił to Paweł nareszcie nie może,
Schodzi do Gawła i prosi w pokorze.
– Zmiłuj się,
Wadź pan,
Poluj ciszej nieco,
Bo mi na górze szyby z okien lecą.
A na to Gawę – wolność domku w swoim domku.
Cóż było mówić,
Paweł ani pisnął,
Wrócił do siebie i czapkę nacisnął.
Nazajutrz Gawę jeszcze smacznie chrapie,
A tu z powały coś mu na nos kapie.
Zerwał się z łóżka i pędzi na górę.
Stupuk!
Zamknięto.
Spogląda przez dziurę i widzi – cóż tam?
Cały pokój w wodzie,
A Paweł z wędką siedzi na komodzie.
– Co wadź pan robisz?
– Ryby sobie łowię.
– Ależ mos panie,
Mnie kapie po głowie.
A Paweł na to – wolność domku w swoim domku.
Z tej to powiastki morał w tym sposobie – jak ty komu,
Tak on tobie.